Rozdzielczość ekranu

Jeżeli rozdzielczość Twojego ekranu wynosi 800/600 zmień koniecznie na wyższą ponieważ stronę
utworzono w rozdzielczości 1024/768.

Okna ze zdjęciami

Wszystkie zdjęcia otwierają się w nowym oknie tzw. «pop-up» (w zależności od wymiarów zdjęcia okna
podzielone są na trzy rodzaje). Nie jest też konieczne każdorazowe zamykanie okna po oglądnięciu
zdjęcia, kliknij na miniaturę a zdjęcie otworzy się w tym samym oknie.
Uwaga: jeżeli zdjęcia nie wyświetlają się, zobacz w opcjach internetowych przeglądarki której
używasz czy masz włączone wyświetlanie okien «pop-up».

Prawa autorskie zdjęć

Zdjęcia 600/400 i 320/480 Copyright © 2003 by Marek Piotrowski and Piort Mikołajczyk.
Zdjęcia 720/480 Copyright 2001 by Otto and Mechtild Reuber
Udostępnione za zgodą autora ze strony www.reuber-norwegen.de

Rejs Norwegia


Przygoda, której doświadczyliśmy była konsekwencją szeregu wypadków, dzięki którym mogliśmy popłynąć bardziej w stronę południka zerowego i jeszcze wyżej na północ ku granicy Morza Północnego z Morzem Norweskim i przepięknym norweskim fiordom.

Wymiana załogi była zaplanowana w miejscowości Skagen w Danii. Stamtąd mieliśmy popłynąć do Oslo i z powrotem do Polski, zawijając po drodze do co ciekawszych portów. W czasie podróży okazało się jednak, że jacht z poprzednią załogą czeka już na nas w Hanstholm w Danii. Tak więc swoją przygodę rozpoczęliśmy od Morza Północnego i wielkim błędem byłoby nie popłynąć w kierunku bardziej ciekawszych zachodnich brzegów Norwegii.

Z portu wyjścia Hanstholm [mapa] wyruszyliśmy 1 czerwca. Cel został określony: zdobycie południowo zachodnich brzegów Norwegii i z powrotem przez cieśniny Skagerrak, Kattegat i Bałtyk do Polski. Wkraczając na Morze Północne stanęliśmy przed obliczem Neptuna. Najbardziej doświadczyła tego część załogi, mająca pierwszy kontakt z morskim żeglarstwem. Przez kilkadziesiąt godzin z przerwami spełniała życzenie króla mórz i oceanów, oddając mu wszystko, co tylko dać mogła. Widok, jaki niektórzy z nas prezentowali po wielu godzinach walki z żywiołem nie napawał optymizmem, tym bardziej, że kapitan też nas nie rozpieszczał. Nie było tu mowy o jakichkolwiek ulgach. Wachty, praca przy żaglach, nawigacja, kambuz to na jachcie obowiązki ważne nade wszystko.



Na Morzu Północnym w drodze do Norwegii
Morze Północne, na horyzoncie wybrzeże Norwegii
Morze Północne

Choroba morska szybko zniknęła u osoby, która tak przejęła się uwagami kapitana, że w czasie wachty za sterem, poza kompasem nic się dla niej nie liczyło. Dolegliwości żołądkowe więc szybko poszły w niepamięć, a kurs jachtu nie odbiegał od tego wyznaczonego na mapie! Neptun po dwóch dniach odpuścił, kapitan nie, ale teraz przynajmniej każdy mógł ze smakiem zjeść chlyb z tustym, a smaczne obiady Piotrka po zjedzeniu pozostawały na swoim miejscu

Dnia 3 czerwca po przebyciu prawie 200 mil nasz jacht zawinął do ważnego portu handlowego i rybackiego jakim jest Stavanger [mapa WebCam], czwarte co do wielkości miasto Norwegii. Los miasta związany jest przede wszystkim z ropą naftową, ponieważ pełni rolę centrum jej wydobycia. Nic więc dziwnego, że główną atrakcją w pobliżu portu jest Norweskie Muzeum Ropy Naftowej. Historię samego miasta można prześledzić w Stavanger Museum, które składa się z pięciu części, a Muzeum Produkcji Konserw to chyba najciekawsza z nich. W mieście warto też zobaczyć katedrę zbudowaną około 1125 roku, jako jedyną prócz katedry w Trondheim, gdzie spośród wszystkich norweskich średniowiecznych kościołów w tak dużym stopniu można tam podziwiać pierwotne zachowane gotyckie wnętrza i dekoracje.

Stavanger - port
Stavanger
Stavanger - katedra
Stavanger
Stavanger
Stavanger
Stavanger
Stavanger - Muzeum Ropy Naftowej
Stavanger

Dzień następny upłynął nam na rejsie po skąpanych w promieniach słońca fiordach, charakterystycznych dla norweskiego krajobrazu miejscach. Morze i góry dwa żywioły, z którymi Pan Bóg, wydawałoby się, nie bardzo wiedział co zrobić, więc połączył je w całość, tworząc krainę, gdzie o szmaragdowej barwie morze z pionowo wznoszącymi się skałami i urwiskami wdziera się w głąb lądu.



Żagle od przodu - Genua, Fiszerman, Grotsztaksel, Grot
Bonkfjord
Boknfjord

Popłynęliśmy na wschód, do Lysebotn, malowniczej miejscowości położonej na końcu Lysefjordu, odnogi Bonkfjordu. Wiatru prawie wcale nie było, a powierzchni wody nie mąciła najdrobniejsza fala, przez to silnik był jak najbardziej pożądany. Osiem godzin jachtingu i podziwiania wspaniałych widoków. Dzikość przyrody i niespotykana w Europie surowość klimatu robi wrażenie. Z początku fiordu mniejsze góry pokryte lasami wyglądały z jachtu jakby je porastał jakiś mech, odległość robi swoje, Lysefjord jest szeroki na 1,2 - 2 mile i długi 38km, a głębokość dochodzi do 450m. Po drodze zostawiamy słynną 600-metrową skalną ambonę Preikestolen oraz kamienną kulę Kjeragbolten. Wśród skał widać domy, do których jedyna droga to morze. Dalej już tylko po obu stronach gołe skały, które na końcu fiordu osiągają ponad tysiąc metrów wysokości.



Most i początek Lysefjordu
Lysefjord
Lysefjord - Maciek nasz III-mechanik
Lysefjord - wodospady
Lysefjord - wodospady
Lysefjord - wodospady
Lysefjord - BASE jumping
Lysefjord
Lysefjord
Lysebotn
Lysebotn
Lysebotn - w drodze na Kjerag (masyw górski z lewej strony)

 

Przejdź dalej: Rejs Norwegia - część II

 

 

 

 

 Strona główna

 

 

Valid HTML 4.01! Valid CSS! RSS XML Feed